|
Dlaczego nie słyszymy?
Rozmawiamy z Magdaleną Sowizdraniuk, protetykiem słuchu, prowadzącą gabinet audiologiczny Centrum Dobrego Słuchu w Wołowie
– Co jest przyczyną dość dużej wciąż ilości wad słuchu w naszym społeczeństwie?
– Moim zdaniem najbardziej nieświadomość rodziców, którzy nie wiedzą, jak rozpoznać, że z ich dzieckiem coś się dzieje. Często jest tak, że najważniejszy okres kształtowania się aparatu mowy i słuchu u dzieci, czyli czas od 0 do 3 roku życia, kiedy najwięcej można pomóc dziecku z problemami słuchowymi mija, zanim nastąpi diagnoza. Częsta jest sytuacja, że dziecko jest uważane za krnąbrne, bo nie reaguje na polecenia rodziców, później niż rówieśnicy zaczyna mówić albo, w zależności od schorzenia, bardziej lub mniej bełkotliwie. Później słabiej sobie radzi w szkole, bo nie słyszy tego, co mówi do niego nauczyciel – stąd prosta droga do uznania go za upośledzone umysłowo i skierowanie do szkoły specjalnej. Jeśli nawet dziecko nie trafi do niej, to w tej masowej jest uznawane przez rówieśników za odmieńca, bo z powodu niedosłuchu ma z nimi utrudniony kontakt. Do tego mogą dojść zaburzenia emocjonalne. Łatwo wtedy o przyklejenie mu łatki upośledzonego umysłowo albo autystyka.
– Są sposoby na uniknięcie takiego scenariusza?
– Od czasu gdy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zapewniła większości oddziałom noworodkowym aparaty do przesiewowego badania słuchu u niemowląt, ten problem występuje znacznie rzadziej, ale wciąż istnieje. Z okresu, kiedy nie było badań przesiewowych, mogę podać przykład pacjenta, który do mnie trafił. Dziecko w wieku szkolnym niewłaściwie diagnozowane, badane przez różne punkty wykonujące badania słuchu, w których „specjaliści” przekonywali rodziców, że trzeba dziecko tylko leczyć. Komu wierzyć, jeśli nie specjalistom? Często jest tak, że leczenie przynosi efekty, ale to zależy od rodzaju uszkodzenia, a to widać w najprostszym badaniu (audiometria tonalna), jednak w tym też badaniu od razu widać, kiedy dziecko ma problem dający się leczyć farmakologicznie, a kiedy powinno mieć aparaty słuchowe. Nie mając świadomości i wiedzy medycznej rodzice nie mogli wiedzieć, że ich dziecko ma niedosłuch wynikający nie tylko z choroby ucha, ale też z innego uszkodzenia, które uniemożliwia prawidłowy rozwój mowy. W tej chwili dziecko kwalifikuje się do noszenia aparatów słuchowych, jednak bełkotliwa mowa pozostanie niezmieniona, nawet przy dużym wysiłku rehabilitacyjnym. W małych miejscowościach i wsiach wciąż jest problem nieświadomości rodziców co do tego, na co zwrócić uwagę w rozwoju dziecka i jego zachowaniu, aby w porę uchwycić różnice i jak najszybciej je wyeliminować. Problem też stanowi dostęp do specjalistów. Przeprowadzone badania słuchu u dzieci w wieku szkolnym wykazały zaburzenia u ok. 10 proc. przy czym ten odsetek był najniższy w środowisku miejskim, a najwyższy na wsi.
– Dlatego znalazła się pani w Wołowie?
– Pracowałam wcześniej we Wrocławiu, ale po studiach na kierunku protetyka słuchu, postarałam się o dotację unijną na otworzenie gabinetu audiologicznego i protetyki słuchu w Wołowie, bo po kilku latach obserwacji doszłam do wniosku, że ludzie z miejscowości oddalonych od Wrocławia mają więcej barier w dotarciu do mnie i rezygnują z pomocy. Dlaczego Wołów? Także ze względów sentymentalnych – moja rodzina wywodzi się z tych okolic.
– Co to za zawód protetyk słuchu? Brzmi, jakby pani robiła protezy uszu…
– To stosunkowo nowy zawód. Postęp w leczeniu schorzeń związanych ze słuchem spowodował powstanie wąskich specjalizacji. Zajmuję się oceną stopnia i charakteru niedosłuchu pacjenta, u którego w porozumieniu z laryngologiem ustalam wskazania do protezowania słuchu i dobieram urządzenia poprawiające słyszenie. Ten zawód powstał jako odpowiedź fizyki na rozwój medycyny, bo protetyka słuchu jest kierunkiem wydziału fizyki współpracującym z laryngologią, audiologią i innymi pokrewnymi naukami.
– Kiedy należy skorzystać z wizyty w gabinecie audiologicznym? Już wtedy, gdy zaczynamy coraz głośniej słuchać radia czy telewizora?
– Oczywiście jak najszybciej. Ma to szczególne znaczenie w wypadku dzieci, w okresie kształtowania się słuchu, bo wtedy jest największa szansa na wyleczenie i uniknięcie konieczności protezowania słuchu. W przypadku dorosłych w trakcie związanego z wiekiem pogorszenia słuchu, także nie ma z czym zwlekać. Aparaty słuchowe nie zastąpią słuchu, mogą wzmocnić i wspomóc, ale ten istniejący. Gdy pacjent już nie słyszy, żaden aparat słuchowy mu już nie pomoże.
Rozmawiał gudhjem
» 1 Komentarz
1Komentarz z poniedziałek, 15 marzec 2010 19:14
z Magdaleną Sowizdraniuk, protetykiem słuchu, prowadzącą gabinet audiologiczny Centrum Dobrego Słuchu w Wołowie
» Wyślij komentarz
|